The Versatile Blogger!

Dzisiaj chwalę się tym, że zostałam nominowana do „The Versatile Blogger” :)

A sprawczynią tego zmieszania jest Magda- mamablogujepl.blogspot.com , której bardzo dziękuję za to wyróżnienie.

Zasady:

Jako wyróżniona zobowiązuję się (dotyczy to każdego nominowanego bloggera):

1. Podziękować nominującemu blogowi na jego blogu.

2. Pokazać nagrodę „The Versatile Blogger” na blogu.

3. Ujawnić 7 faktów dotyczących siebie.

4. Nominować 15 blogów, które zasługują na wyróżnienie.

Magdzie już podziękowałam, a nagrodę pokazuję tutaj:

Czas na 7 faktów dotyczących mojej osoby:

1. Palę papierosy- to mój najgorszy i zarazem najgłupszy nałóg, którego chciałabym się wyzbyć, ale nie jest lekko.

2. Jestem leniwa- nie będę tego rozwijać, bo mi się nie chce, hihi ;)

3. Urodziłam się w najpiękniejszy dzień w roku- Dzień Matki :)

4. Nie wyobrażam sobie życia bez moich dwóch wspaniałych facetów- męża i synka.

5. N I E N A W I D Z Ę zmywania naczyń, ale za to lubię prasować.

6. Jestem pedantką- każda rzecz musi mieć swoje miejsce, nie lubię bałaganu.

7. Bardzo często mam słomiany zapał- zaczynam coś robić i nagle się zniechęcam- na szczęście z prowadzeniem bloga jest inaczej, za dużo przyjemności sprawia mi pisanie, żebym mogła z tego zrezygnować.

Blogi, które nominuję do The Versatile Blogger:

1. beautylife90.blog.pl

2. cuKinia.blog.pl

3. matkabloguje.blogspot.com

4. swojapolka.blog.pl

5. kosmetoloszka.blogspot.com

6. nototestujemy.blogspot.com

7. cukier-i-pieprz.blogspot.com

8. faashhiion.blogspot.com

9. g-kosmetyki.blog.pl

10. testerka-kosmetykow.blog.pl

11. kraina-testow.blogspot.com

12. with-love-hearts.blogspot.com

13. patyu.blog.pl

14. lovelatte.blog.pl

15. secondhand-style.blog.pl

I tak oto dobrnęłam do końca.

Zapraszam do zabawy :)

Idealnie rozdzielone rzęsy z Clump Defy

Niedawno pisałam Wam o mojej wygranej na rossnet.pl, a mianowicie o tuszu do rzęs Max Factor Clump Defy. Zdążyłam go już potestować i dzisiaj przyszedł czas na recenzję.

Opakowanie tuszu jest dość duże, pękate, a jednocześnie dobrze „leży” w dłoni. Sama szczoteczka jest silikonowa (u mnie to duży plus), wygięta tak, jak w tuszach podkręcających. Nie należy do tych „mini”, ale łatwo się nią manewruje i maluje nawet krótkie rzęsy.

Według producenta tusz ma za zadanie idealnie rozdzielić rzęsy i nie powodować powstawania grudek. Jak się z tego wywiązuje? Zobaczcie same!

Na pierwszym zdjęciu moje rzęsy bez tuszu, a na kolejnych pomalowane Clump Defy.

Moim zdaniem ten tusz spełnia wszystkie obietnice producenta. Rzęsy są rzeczywiście ładnie rozdzielone, do tego wydłużone i lekko podkręcone. Czerń jest wystarczająco głęboka. Zapach? Jest. Ale na tyle delikatny, że nie przeszkadza mi w niczym. Bałam się, że tusz po kilku godzinach może się osypywać, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Utrzymuje się na rzęsach przez cały dzień w stanie nienaruszonym. Chcecie dowodu? Otóż kilka dni temu wybierałam się do znajomej. Nie miałam czasu na porządne umalowanie się, więc tylko pociągnęłam rzęsy tymże tuszem. Całkowicie o tym fakcie zapomniałam. Będąc już „w gościach” coś mi wpadło do oka i potarłam je kilkakrotnie dłonią, nie zważając na umalowane rzęsiska! Dotarło do mnie, że najprawdopodobniej cały tusz wylądował na moich powiekach i w te pędy pobiegłam do łazienki, żeby przejrzeć się w lustrze. I co zobaczyłam? Ano nic! Tusz wcale się nie rozmazał ani nie pokruszył! Cały czas tkwił na swoim miejscu. Sprawdził się znakomicie.

Jestem mega zadowolona z tego produktu i kiedy tylko w opakowaniu sięgnę dna, to z pewnością wybiorę się po kolejne do drogerii.

Tusz jest dość drogi, bo kosztuje ok. 50 zł, ale warto go mieć w swojej kosmetyczce. Lepiej kupić jeden a dobry, niż kilka gorszych, bezużytecznie leżących gdzieś w kącie.

A Wy używałyście tego tuszu? Jakie są Wasze wrażenia?

Magnetic Purple

Dzisiaj przedstawię Wam krótką recenzję błyszczyka do ust Esprit Magnetic Purple.

  „Błyszczyk do ust Esprit z mleczkiem pszczelim oraz witaminami A,C i E

Specjalnie opracowana formuła sprawia, że Twoje usta są nawilżone!

Praktyczny aplikator i wygodna tubka ułatwiają nakładanie błyszczyka!

Nie klei się, nie wchodzi w załamania ust, nie rozmazuje się!

Zachowuje swoją trwałość przez wiele godzin, abyś jak najdłużej cieszyła się pełnymi, błyszczącymi ustami w stylu Glamour!

Słodki, apetyczny zapach sprawia, że aplikacja staje się niezwykłą przyjemnością!

Pojemność:14ml”

      (Opis pochodzi ze strony www.drogeriaklaudia.pl)

Błyszczyk zamknięto wygodnej tubce a aplikatorem w formie „dziurki” typowej dla wielu innych błyszczyków. Zauroczył mnie jego kolor- ciemny róż delikatnie wpadający w fiolet bardzo ładnie podkreśla usta. Nadaje im niesamowity połysk, ale niestety nie na długo, gdyż szybko znika z ust, jak to bywa z tego typu kosmetykami. Na uwagę zasługuje również piękny, owocowy zapach oraz smak- jest słodki! Aż chce się go zjeść!

A tak wygląda na ustach:

Dobrze sprawdzi się w ciepłe dni, do lekkich, delikatnych makijaży. Nie zauważyłam, żeby nawilżał usta, ale też ich nie wysusza.

Nie będzie to mój kosmetyk wszech czasów, gdyż nie wywołał u mnie efektu „wow!”, ale z pewnością zużyję go do końca, bo…. lubię go zlizywać z ust ;)

Wygrana na rossnet.pl + haul zakupowy

Kilka tygodni temu wzięłam udział w konkursie ‚Wymień stary tusz na nowy’ na portalu rossnet.pl i o dziwo udało mi się wygrać, choć nigdy nie miałam szczęścia w podobnych akcjach. Wygraną jest nowy tusz Max Factor Clump Defy. A że było mi mało, to jeszcze dokupiłam sobie kilka rzeczy ;) I dzisiaj chwalę się, chwalę,,, a co!

Będąc w Rossmannie upolowałam jeszcze Krem Antyperspirant do stóp Exclusive Cosmetics, zmywacz do paznokci Isana oraz lakier do włosów Isana Hair, a w małym sklepiku na rogu w moje ręce wpadła mini paletka cieni do powiek W7 Sexy Eyes w odcieniach brązy, złota i beżu.

Przy okazji wpadłam jeszcze do Deichmann’a i w oko wpadły mi śliczne szpileczki Graceland w kolorze szarobrązowym za 49 zł! Nie mogłam wyjść ze sklepu bez nich, zwłaszcza że cena krzyczała ‚kup je!’ ;) i tak oto stałam się szczęśliwą posiadaczką tych pięknych bucików (o dziwo, są wygodniejsze niż myślałam).

 

Recenzja tuszu do rzęs pojawi się niebawem.

Pozdrawiam :)

Perfekcyjny makijaż z Bell

Odkąd pamiętam, wybór odpowiedniego podkładu dla mojej cery zawsze sprawiał mi problem. Najczęściej nie mogłam dobrać dla siebie odcienia. W sztucznym świetle drogerii większość z nich zdawało się idealnie stapiać z moją dość jasną cerą, niestety w świetle dziennym okazywały się one za ciemne, często z pomarańczowym odcieniem. Postanowiłam zaryzykować i kupić podkład w drogerii internetowej. Zależało mi na tym, by był lekko kryjący, nadający się na cieplejsze wiosene/letnie dni. Wybrałam fluid długotrwale matujący Bell Perfect Skin w odcieniu 20 Light Beige.

Zapłaciłam 18 zł za buteleczkę z 30 g produktu. Opakowanie zostało wyposażone w praktyczną pompkę, dzięki temu „wyciskam” dokładnie tyle podkładu, ile potrzebuję. Niestety butelka jest nieprzeźroczysta i nie widać ile kosmetyku pozostało w środku i na jak długo mi jeszcze wystarczy.

Odcień Light Beige doskonale stapia się z moją cerą (hurra! wreszcie udało mi się trafić w odpowiedni kolor i to nie wypróbowując go na skórze). Jest w miarę lekki, kryje tylko drobne niedoskonałości, ale to zupełnie mi nie przeszkadza, gdyż w czasie wiosenno- letnim moja cera nie sprawia większych kłopotów (czego nie można niestety o niej napisać zimą). Buzia po jego nałożeniu ma równomierny koloryt, wygląda naturalnie i promiennie. Na opakowaniu mamy napisane, że jest to fluid długotrwale matujący. I rzeczywiście matuje, ale tylko przez 2-3 godziny, później nos, czoło i broda zaczynają się błyszczeć. Nie spodziewałam się tutaj efektu matu przez cały dzień, więc nie jestem mocno rozczarowana. Przypruszenie buźki pudrem sypkim lub w kamieniu rozwiązuje sprawę. Lubię, kiedy podkład jest niemalże niewyczuwalny na twarzy i Bell Prefect Skin jest w tym dobry.  Do tego nie zapycha porów skóry i nie powoduje powstawania wyprysków.

Bardzo się z nim polubiłam. Może nie jest idealny, ale jak na tą chwilę całkiem przyzwoity i zaspokajający moje potrzeby. Z pewnością kupię go ponownie, kiedy tylko aktualne opakowanie skończy mi się.

Schwarzkopf Color Mask- maska czy zwykła farba?

Włosy farbuję od niespełna 8 lat, średnio co 2 miesiące. Zawsze robię to samodzielnie, czasem z lepszym skutkiem, czasem z gorszym… Zdarzało się tak, że po zabiegu koloryzacji dumnie machałam swoimi piórami w ekstra kolorze, a bywało i tak, że biegłam z czapką na głowie do sklepu po następną farbę, byleby tylko zakryć ohydny kolor na mojej głowie. Ostatnimi czasy mocno zaszalałam wykonując rozjaśnianie na moich włosach farbowanych na czarno. Kiedyś podobały mi się kruczoczarne włosiska, ale doszłam do wniosku, że zupełnie nie do twarzy mi w tym odcieniu. No i zdecydowałam się je rozjaśnić, żeby później móc nałożyć farbę w odcieniu złotego brązu, bardzo podobnego do mojego naturalnego. Na jakimś blogu znalazłam przepis na maskę rozjaśniającą (rozjaśniacz miesza się z szamponem i odżywką), która rzekomo miała nie zniszczyć mi włosów. Ależ głupia i naiwna byłam, cały czas pluję sobie w brodę, że się na to skusiłam. Moje włosy po takim zabiegu zdecydowanie ucierpiały- zrobiły się szorstkie, splątane, matowe i sztywne, a kolor- zjaśniał, ale bardzo nierównomiernie, na odrostach miałam rudawe, a na końcach ciemnobrązowe. Musiałam więc szybko wyrównać ich odcień i zdecydowałam się na nową farbę Schwarzkopf Color Mask.

Wybrałam odcień 665 Jasny złoty brąz.

W opakowaniu znajdziemy plastikowe pudełeczko, w którym mieszamy składniki farby poprzez potrząsanie. Jest to dla mnie bardzo wygodna forma. Producent zaleca, by farbę nakładać dłońmi, ale ja użyłam do tego celu pędzelka do farbowania. Do zestawu dołączona jest również odżywka po farbowaniu oraz rękawiczki i te według mnie zasługują na uwagę, gdyż są miękkie, lekko elastyczne i bardzo wygodne. Taki mały szczegół, a cieszy :)

Co do samej farby, to według mnie jest ona tradycyjna, nie nastawiajcie się za bardzo na tą „MASK”, konsystencja jest dość rzadka, łatwo nakłada się na włosy, ale nie spływa z nich podczas zabiegu. Zapach- typowy dla farb, kiedy pochyliłam się, żeby farbę wmasować we włosy, to smród powędrował wprost do mojego nosa i oczu i zapewniam, że nie było to miłe doznanie. Preparat łatwo się spłukuje, nawet domycie skóry z czoła czy uszu nie jest żadnym problemem. Po spłukaniu produktu z włosów, nałożyłam na nie dołączoną do opakowania odżywkę, która wygładziła włosy, nadała im połysku i znacznie ułatwiła spłukiwanie. A propos odżywek- czy Wy też odniosłyście wrażenie, że te dołączone do farb są znacznie lepsze od drogeryjnych?

Koloryzację z Schwarzkopf Color Mask uważam za udaną. Moje włosy nabrały jednolitego koloru w bardzo naturalnym odcieniu. Są błyszczące i nie zauważyłam, żeby w jakikolwiek sposób na tym ucierpiały, a wręcz przeciwnie, ich stan odrobinę się poprawił, ale zasługa w tym także codziennego traktowania ich odżywkami. Zabieg przeprowadzałam 3 tygodnie temu, a kolor wciąż pozostaje tak samo intensywny. Co prawda wyszedł on o ton ciemniejszy niż oczekiwany, ale to już norma, przy każdej farbie tak miałam.

Próbowałam zrobić fotki koloru na włosach, ale w żaden sposób nie udało mi się go uchwycić moim aparatem- ciągle wychodził rudy na zdjęciach, więc nie będę ich tutaj wstawiać, bo to mija się z celem.

A Wy jakich farb używacie? Przeprowadzacie koloryzację samodzielnie w domu, czy udajecie się w tym celu do fryzjera?

Makijażowo

Dzisiaj przygotowałam dla Was dwie propozycje makijaży w chłodnej tonacji. Zrobiłam je już jakiś czas temu, ale nie miałam odwagi ich opublikować, kiedy na dworze miałyśmy wystarczająco dużo zimna i szarości.

Pierwszy z makijaży jest w odcieniu lilii i niebieskiego. Z powodzeniem może zdobić nasze oko w ciągu dnia, gdyż jest dość delikatny, a kreska została wykonana cieniem, a nie eyelinerem. Wydaje mi się, że będzie pasował do wszystkich kolorów oczu. Użyłam tutaj cieni Quiz.

Drugi makijaż to propozycja raczej wieczorowa (chociaż odważne tudzież niegrzeczne dziewczynki mogą go potraktować jako dzienniaczka) w odcieniach szarości, granatu i butelkowej zieleni z paletki Sleek.

Co sądzicie o takich „zimnych” makijażach?

Pozdrawiam Was gorąco w ten jakże piękny, słoneczny poranek :)

Kolorowo miiii…..

Uwielbiam poranki, w które budzi mnie słońce wdzierające się w każdy zakamarek mojej sypialni. Ach, żyć, nie umierać…. :) Tak też było dzisiaj. Wstałam pełna energii i z bananem od ucha do ucha na ustach. Tak mnie nosi, że nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem makijażu obrazującego mój aktualny stan ducha. Oto co zmalowałam:

Najpierw na całą powiekę nałożyłam podkład Bell Perfect Skin w odcieniu 20 Light Beige, następnie oprószyłam to pudrem w kamieniu KOBO Professional 302 Natural Beige. Cienie jakich użyłam to: My Secret Trio nr. 304, Miss Sporty Smoky Eyes nr. 408 Acid Smoky oraz paletki Manhattan. Użyłam również tuszu Sensique Lash Extension wydłużającego. Najciemniejszym odcieniem z paletki Manhattanu podkreślilam brwi. Poniżej na zdjęciu pokazałam Wam również pędzle, którymi wykonałam makijaż: blender Elf oraz płaski, skośnie ścięty Sei Magnifica.

Krzyżykami zaznaczyłam odcienie, których użyłam.

Liebster Award!

Chciałabym się Wam pochwalić, że zostałam nominowana do nagrody Liebster Award. Osobą, która sprawiła mi taką niespodziankę jest Justyna z bloga   zapach-i-kolor.blogspot.com

Bardzo dziękuję za to wyróżnienie :)

A teraz kilka słów, o co w tym wszystkim chodzi:

Zasady w skrócie:

Nominacje otrzymujemy od innego bloggera. Przeważnie nagrody otrzymują blogi o małej ilości obserwujących (do 200), co pozwala na ich rozpowszechnianie:). Jest to „nagroda” za nienaganne prowadzenie bloga. Odpowiadasz na 11 pytań otrzymywanych od osoby nominującej  następnie TY masz za zadanie nominować 11 osób i podać nowe pytania.

UWAGA: Nie nominujemy osoby, która Ciebie nominowała !!! TO WAŻNE!

A teraz moje odpowiedzi na pytania zadane przez Justynę:

1. O jaką część swojego ciała dbasz najbardziej?
  Wydaje mi się, że o twarz- ją przecież najbardziej widać:)
2. Ile czasu wykonujesz makijaż rano?
 Zmalowanie zwykłego, dziennego makijażu zajmuje mi ok. 10-15 minut, ale jeśli bardzo się śpieszę, to potrafię to robić nawet w 3 minutki.
3. Ulubiona firma kosmetyczna to…
  Oj, jest ich dużo, ale ostatnio zakochałam się w Eveline i Kobo.
4. Ulubiony kolor na moich powiekach…
  Brązy i fiolety, ale odkąd zaczęłam myśleć o wiośnie, mam jazdę na soczyste zielenie :)
5. Paznokcie pomalowane, czy nie?
 Pomalowane- zazwyczaj lakierem w cielistym kolorze.
6. Nie wyjdę z domu w….
  Nie wyjdę w bluzce w kolorze landrynkowego różu, brrr….
7. Mój kosmetyk wszech czasów to…
 Płyn micelarny BeBeauty z Biedronki- jest stałym bywalcem na półce w mojej łazience i jestem z niego tak zadowolona, że nie chcę go zamienić na żaden inny.
8. Jaka jest Twoja ulubiona firma kosmetyczna?
Patrz pkt. 3
9. Używasz kosmetyków mineralnych?
 Tak, ale nie posiadam ich zbyt wiele.
10. Jak dbasz o swoje usta?
 Nie robię z nimi nic szczególnego- na codzień wystarcza mi sztyft nawilżający.
11. Czego pragniesz?
  Nie będę oryginalna- po prostu szczęścia mojego i moich bliskich.
Osoby, które nominuję do Liebster Award:
1. beautylife90.blog.pl
2. g-kosmetyki.blog.pl
3. testerka-kosmetykow.blog.pl
4. swojapolka.blog.pl
5. matkabloguje.blogspot.com
6. cukier-i-pieprz.blogspot.com
7. alxia.blogspot.com
8. www.glamdiva.pl
9. nototestujemy.blogspot.com
10. faashhiion.blogspot.com
11. www.kosmetoloszka.blogspot.com
A oto i moje pytania dla Nominowanych:
1. Twój ulubiony kolor na ustach to…
2. Którą porę roku lubisz najbardziej?
3. Jaką długość włosów masz aktualnie?
4. Jaki styl ubierania się preferujesz?
5. Spodnie czy spódnica?
6. Jak dbasz o swoje włosy?
7. Jaki kosmetyk zawsze nosisz w torebce?
8. Jaką książkę ostatnio przeczytałaś?
9. Jaki makijaż wolisz- naturalny czy zdecydowany?
10. Twoje ulubione cienie do powiek to…
11. Co skłoniło Cię do założenia bloga?